Mam na imię Janek i jestem taksówkarzem w Trójmieście. Od trzech lat wiodę spokojne życie na jednym z gdańskich osiedli  – mam dwie kochające córeczki i wierną żonę, a jeszcze kilka lat temu byłem sam, bez żadnych perspektyw na życie. Wracając z pracy zajeżdżałem do sklepu znajdującego się w innej dzielnicy. Pani za ladą dobrze mnie znała, bywałem u niej codziennie od kilku lat. Nie byliśmy znajomymi, cały czas nasza relacja opierała się na rolach klient-sprzedawca, ale wiedziałem, że ona jako jedyna, poza bliską rodziną, wie o moich problemach. Za każdym razem kupowałem ten sam zestaw – 5 piw i ćwiartkę. Była to porcja alkoholu idealna dla człowieka takiego jak ja. Kończyłem pracę o 16, a o 17 siedziałem już w domu i sączyłem 2 piwo. W domu czułem się bezpiecznie – żona nie była zadowolona z mojego trybu życia i podejścia do niego – poza alkoholem nie liczyło się dla mnie nic. W naszej rodzinie dopiero pojawiło się drugie dziecko, a ja zapominałem momentami jak ono ma na imię. Sytuacja się pogarszała. Zacząłem mieć problemy ze snem a potem pojawiła się depresja. Zmieniło się moje zachowanie – zacząłem być bardziej agresywny. Gdy żona zagroziła mi rozwodem, wiedziałem, że to odpowiedni moment by zmienić swoje życie. Zapisałem się na terapię. Na początku nie było łatwo, ale po 2 miesiącach mogłem w końcu powiedzieć że jestem wolny.